Mini w Rajdzie Londyn-Sydney 1977 – małe auta w wielkim wyzwaniu

Table of contents

Mini w Rajdzie Londyn-Sydney 1977 – małe auta w wielkim wyzwaniu

W świecie rajdów długodystansowych dominowały potężne samochody o dużych silnikach, ogromnych zbiornikach paliwa i zaawansowanych układach napędowych. Gdy w 1977 roku na starcie Singapore Airlines London-Sydney Rally stanęły Porsche, Mercedesy, Peugeoty i Fordy, nikt nie spodziewał się, że wśród nich znajdą się także Mini. Trzy niewielkie brytyjskie samochody podjęły wyzwanie i udowodniły, że liczy się nie tylko moc, ale także wytrwałość, spryt i niezawodność.

Rajd Londyn-Sydney był jednym z najtrudniejszych wyścigów długodystansowych swoich czasów. Uczestnicy mieli do pokonania 30 000 kilometrów w ciągu 30 dni, podróżując przez trzy kontynenty – Europę, Azję i Australię. Trasa obejmowała różnorodne i ekstremalne warunki: piaski Sahary, błotniste drogi Indii, wąskie górskie przełęcze, azjatyckie dżungle i bezlitosne australijskie pustkowia.

Mini 1275 GT "The Buzby Special"

Jednym z Mini startujących w rajdzie był Mini 1275 GT, prowadzony przez Mike’a Dickina i Simona Parka. Auto było sponsorowane przez British Post Office Telecommunications, a jego charakterystyczny żółty lakier i nazwa "The Buzby Special" nawiązywały do maskotki kampanii reklamowej brytyjskiej poczty – żółtego ptaka o imieniu Buzby.

Mini 1275 GT było najmniejszym i jednym z najmniej konwencjonalnych samochodów w całym rajdzie. Jego przewagą była niska masa, zwrotność i prostota konstrukcji, co pozwalało mu skutecznie konkurować w trudnych, krętych odcinkach. Jednak brak dużego zbiornika paliwa oraz ograniczone zawieszenie sprawiały, że walka z większymi i mocniejszymi samochodami była niezwykle wymagająca. Pomimo tego Mini zdołało ukończyć rajd na 47. miejscu, pokonując setki kilometrów w najtrudniejszych warunkach.

Mini Clubman – zespół z Singapuru

Kolejnym Mini, które podjęło wyzwanie, był Mini Clubman prowadzony przez Vincenta Wonga, Ah Senga Hoe i Tee Hoo Tedha. Była to załoga z Singapuru, która postawiła na klasyczne rozwiązania i doskonałe przygotowanie samochodu. Mini Clubman musiał mierzyć się z ogromnymi różnicami temperatur i nawierzchni – od piasków Afryki, przez błotniste szlaki Azji, aż po twarde szutrowe drogi Australii.

Jednym z największych wyzwań dla tego zespołu były azjatyckie odcinki trasy, szczególnie w Indiach i Tajlandii, gdzie monsunowe deszcze zamieniały drogi w rwące rzeki, a wąskie, kręte przełęcze nie wybaczały najmniejszych błędów. Pomimo tych trudności Mini Clubman dojechał do mety, zajmując 46. miejsce.

Mini Moke – Coca-Cola Rally Team

Najbardziej nietypowym samochodem Mini, który stanął na starcie rajdu Londyn-Sydney 1977, był Mini Moke prowadzony przez Hansa Tholstrupa i Johna Crawforda. Był to pojazd znacznie różniący się od klasycznych wersji Mini – lekki, otwarty, bez dachu i z bardzo uproszczoną konstrukcją. Mini Moke, pierwotnie zaprojektowane jako lekki pojazd wojskowy, było bardziej kojarzone z plażami i turystyką niż z ekstremalnymi rajdami długodystansowymi.

Hans Tholstrup, jeden z najbardziej doświadczonych kierowców terenowych w Australii, wiedział jednak, że lekka konstrukcja Moke’a może stanowić jego największą zaletę. Brak dachu oznaczał lepszą wentylację w ekstremalnych temperaturach, a niewielka masa pozwalała na łatwiejsze wyciąganie samochodu z błota czy piasku.

W jednym z najtrudniejszych odcinków rajdu, na pustkowiach Australii, Moke miał poważne problemy z kurzem i pyłem dostającym się do wnętrza pojazdu, co utrudniało jazdę. Pomimo tego zespół utrzymał się w rajdzie i ostatecznie ukończył go na 35. miejscu, co było najlepszym wynikiem spośród wszystkich Mini.

Małe auta, wielki wyczyn

Mini nie były najszybsze. Nie miały potężnych silników ani zaawansowanego zawieszenia. Ale miały coś, czego często brakowało większym zespołom – prostotę, niezawodność i determinację. Tam, gdzie większe samochody miały problem z przejazdem, Mini z łatwością przeciskały się przez wąskie przesmyki. W miejscach, gdzie ciężkie auta grzęzły w błocie, lekkie Mini udawało się wyciągnąć bez większych problemów.

Udział Mini w Rajdzie Londyn-Sydney 1977 pokazuje, że samochód ten był nie tylko ikoną miejskiej motoryzacji, ale także maszyną gotową na największe wyzwania. Choć historia ta jest mniej znana niż triumfy w Monte Carlo, to właśnie w tym rajdzie Mini pokazało swoją prawdziwą siłę.

Czy dzisiejsze Mini mogłoby powtórzyć ten wyczyn? Czy współczesne samochody są w stanie przetrwać tak ekstremalne warunki, jakie musiały pokonać Mini w 1977 roku?

Źródło: http://www.londonsydney77.com/bulletinone.html

Categories: Mini Classic
Ładowanie...